Prolog
Biegłam ulicą w środku nocy. Drogę oświetlały mi latarnie lecz i tak nie widziałam wiele ponieważ oczy miałam zaszklone od łez. Dlaczego płakałam? Otóż to jest powód.
Mieliśmy spotkać się na miejscu o 20:00, jednak ja przyszłam pół godziny wcześniej. To co tam zobaczyłam załamało mnie. Mój, powtarzam, MÓJ chłopak całował się z wytapetowaną tlenioną blondyną. Nie mogłam na to patrzeć, więc wybiegłam z płaczem. Przebiegłam przez ulicę i skierowałam się do parku w który się poznaliśmy. Zaczął padać deszcz. No tak. Tego mi jeszcze brakowało. Ale nie poddałam się dotarłam na miejsce, które wyglądało teraz mniej, więcej tak:
Mimo to usiadłam na jednej z ławek i dałam się ponieść łzą. Nagle ktoś zakrył mi usta dłonią i wciągnął za najbliższe drzewo. Potem dostałam czymś w głowę i zapadła ciemność...
~Nelly :)
Smuteczek :C Aż nie chcę wyobrażać sobie co mogło się tam dziać. Piszesz super :D
OdpowiedzUsuńDzięki, ale przesadziłaś z tym super :)
UsuńTwój blog też genialny :D (przeczytałam już do połowy 1 rozdziału :D)